Miało być tak pięknie, a tymczasem po pięknej sobocie przyszła brzydka niedziela i popsuła nam zupełnie plany. Dzisiaj miała być druga część wycieczki po Bursie. Jak widzieliście na moim planie, przewidywałam dwa dni. Niestety... ale co się odwlecze to nie uciecze... Innym razem.
Blog dostępny również pod adresem izabelaszmit.wordpress.com
(dostęp do serwisu blogspot został częściowo utrudniony w Turcji)
(dostęp do serwisu blogspot został częściowo utrudniony w Turcji)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 stycznia 2011
niedziela, 21 listopada 2010
Wyrazy pytające
Zadawanie pytań z użyciem wyrazu pytającego nie jest trudne i przypomina podstawową strukturę z każdego języka obcego.
| Turecki | Polski | Przykład użycia | Tłumaczenie |
| Kim | Kto | Kim kahve istiyor? | Kto chce kawę? |
| Ne | Co | Ne yaptım? | Co zrobiłeś? |
| Nasıl | Jak | Hava nasıl? Fılm nasıldı? | Jaka jest pogoda? Jak film? |
| Nerede | Gdzie | Gökhan nerede? Nerede oturuyorsun? | Gdzie Gökhan? Gdzie mieszkasz? |
| Nereye | Dokąd | Nereye gidiyorsun? | Dokąd idziesz? |
| Nereden | Skąd | Nereden geldin? Nereden gidin? | Skąd przyszedłeś? Skąd przyjechałeś? |
| Kaç | Ile | Saat kaç? | Która godzina? |
| Hangi | Który | Hangi kitabı istiyorsunuz? | Którą książkę chcielibyście? |
| Ne kadar | Ile | Bu domates ne Kadar? | Ile kosztują te pomidory? |
| Ne zaman | Kiedy | Na zaman hazır olur? | Kiedy będzie gotowe? |
czwartek, 21 października 2010
Alfabet
Alfabet powstał w 1928 roku. Wcześniej posługiwano się alfabetem arabskim.
Akcent w języku tureckim z reguły pada na ostatnią sylabę, co stanowi sporą trudność dla mnie, bo w języku polskim akcent pada z reguły na drugą od końca sylabę. Poza tym trzeba przewidzieć ile sylab będzie miał wyraz, żeby poczekać z akcentem na ostatnią. A ja póki co składam końcówkę za końcówką i końca nie widać.
Np. bilmiyorum – nie wiem
bil – temat
mi – zaprzeczenie
yor – końcówka czasu teraźniejszego
um – końcówka osobowa dla 1.os l.p.
Czasem gdzieś znajduję daszek ^ nad samogłoskami a, u, i (â, û, î), a to oznacza zmiękczenie wymowy poprzedzającej spółgłoski, np. kâr [kiar]; w niewielkiej ilości przykładów oznacza długą samogłoskę. I z tego co zauważyłam pojawia się głównie w wyrazach pochodzenia arabskiego.
Wszystkie litery mają swój jeden dźwięk, co znaczy, że czytam to co piszę, nie tak jak w angielskim czy francuskim.
Znak apostrofu ' wskazuje granicę między nazwą własną, a sufiksem, który jest do niej dołączony.
Np. Polonya'da – w Polsce
| Duża litera | Mała litera | Polski odpowiednik |
| A | a | a |
| B | b | b |
| C | c | dż |
| Ç | ç | cz |
| D | d | d |
| E | e | e |
| F | f | f |
| G | g | g |
| Ğ | ğ | nieme |
| H | h | h |
| I | ı | y |
| İ | i | i |
| J | j | z |
| K | k | k |
| L | l | l |
| M | m | m |
| N | n | n |
| O | o | o |
| Ö | ö | niemieckie ö |
| P | p | p |
| R | r | r |
| S | s | s |
| Ş | ş | sz |
| T | t | t |
| U | u | u |
| Ü | ü | niemieckie ü |
| V | v | w |
| Y | y | j |
| Z | z | z |
Akcent w języku tureckim z reguły pada na ostatnią sylabę, co stanowi sporą trudność dla mnie, bo w języku polskim akcent pada z reguły na drugą od końca sylabę. Poza tym trzeba przewidzieć ile sylab będzie miał wyraz, żeby poczekać z akcentem na ostatnią. A ja póki co składam końcówkę za końcówką i końca nie widać.
Np. bilmiyorum – nie wiem
bil – temat
mi – zaprzeczenie
yor – końcówka czasu teraźniejszego
um – końcówka osobowa dla 1.os l.p.
Czasem gdzieś znajduję daszek ^ nad samogłoskami a, u, i (â, û, î), a to oznacza zmiękczenie wymowy poprzedzającej spółgłoski, np. kâr [kiar]; w niewielkiej ilości przykładów oznacza długą samogłoskę. I z tego co zauważyłam pojawia się głównie w wyrazach pochodzenia arabskiego.
Wszystkie litery mają swój jeden dźwięk, co znaczy, że czytam to co piszę, nie tak jak w angielskim czy francuskim.
Znak apostrofu ' wskazuje granicę między nazwą własną, a sufiksem, który jest do niej dołączony.
Np. Polonya'da – w Polsce
czwartek, 14 października 2010
Dzień Świstaka
Czy pamiętacie fragment z tego filmu, kiedy główny bohater przechodzi przez ulicę i zawsze wpada w kałużę wody po kostkę? Jeżeli tak to dobrze, bo dziś będzie po angielsku, czyli o pogodzie.
Od dwóch dni w 'zielonej Bursie' nie przestaje padać. Ale wydaje mi się, że się nie rozumiemy. Nie przestaje to znaczy, że nie przestaje. Gdziekolwiek jesteś słyszysz nasilający się i słabnący szum deszczu. W domu nic nie schnie, a raczej mam wrażenie że dodatkowo nasiąka wodą. Papier, herbatniki przypominają raczej papkę. Ubrania zdejmuje się mokre i zakłada mokre albo wilgotne. Suche buty… marzenie. Zdarza się czasem, ale co za różnica, kiedy wystarczy 5 min na zewnątrz i woda jest wszędzie.
Dodatkowo deszcz jest tak intensywny, że w zasadzie nie ma substancji, która by nie przemokła. Tekst 'uliczkami już strumienie wody płyną…' zyskuje tu inny wymiar, bo czasem taką uliczką płynie strumień rzeka cała jej szerokością.
I kiedy wczoraj podczas takiego upiornego deszczu szłam na busa, nie doceniłam głębokości strumienia przy krawężniku i wdepnęłam w niego w moich nowych skórzanych czółenkach… Jakież było moje zdziwienie kiedy woda wdarła się do środka góra. Zdjęłam buta i wylałam to co jeszcze nie wsiąkło, ale mokro już zostało (Jakie to niesprawiedliwe!!!) Cały dzień przesiedziałam w biurze boso, żeby buciki wyschły, i co? I na marne, bo przecież nie przestaje padać.
Dobrze zapamiętałam to miejsce, żeby dziś nie zrobić dnia świstaka. I kiedy niesiona jak czarownica siłą parasola leciałam nad strumieniem, uśpiłam swoją czujność już na początku drogi… Trzy kroki dalej czekała taka sama niespodzianka jak wczoraj i znów mokro w butach. Przecież bez kaloszy to ja długo tu nie pociągnę tylko zgniję. Przynajmniej jest cieplej niż było – 18 stopni, co daje niemiłe uczucie sauny ulicznej. Nie wspomnę o tym, że niektóre uliczki to wielkie strumienie, jak na przykład ta po której idę pod górę i widzę jak wszędzie równo po wodzie odbija się światło latarni. I nie ma jak tego ominąć.
Po drodze do pracy widziałam jeszcze kilka wywalonych studzienek z których woda wybijała na jakieś pół metra i rozlewała się dookoła powodując kałużę nie do pokonania dla niektórych samochodów. A koryta rzek, które spływają z gór i jeszcze tydzień temu były puste, wczoraj były dwa razy mniejsze niż dzisiaj. A dwa dni wcześniej były zupełnie suche.
Góry, które widać z mojego okna w pracy, dziś były przykryte chmurami jak bitą śmietaną z puszki. I kiedy na chwilę wyszło słońce wyglądało to dość bajecznie, ale oczywiście nie miałam aparatu.
Tylko nie wiem po czym poznać czy dlugo tak jeszcze będzie lało, bo świstak nie chce się wynurzyć z norki…
________________________________________________________
Druga paląca kwestia dnia dzisiejszego to to co dzieje się w pracy. Przeżyłam dziś małe załamanie nerwowe. Z jakiego powodu? NIKT MNIE NIE ROZUMIE. Niestety czuję się jak idiotka. Mój angielski ograniczył się do czasu teraźniejszego i 10-20 najprostszych wyrazów. Rok studiów w Anglii - zmarnowany. Jak tylko zacznę mówić po angielsku do tej pory rozumiejąca wszystko osoba mówi mi tylko: Sorry? A ja z uporem maniaka mówię wy-raź-niej i gło-śniej. To nic nie daje, bo ta osoba i tak odpowiada nie na moje pytanie... Postanowiłam obejść system i jak pytania klientów dotyczą dostępności danego towaru, wynotowuję niezbędne symbole i składam słowo po słowie po turecku, przekazując T. pytanie od klienta.
Jestem mu naprawdę wdzięczna, bo tylko on stara się mi pomóc zrozumieć o co tu chodzi i jak mam prawidłowo zadawać pytania i informować innych o tym co mówi klient. Może dlatego, że on też przechodził to co ja tylko 16 lat temu. T. jest Bułgarem i przeprowadził się do Turcji. Więc doskonale mnie rozumie.
Coraz więcej staram się mówić również poza biurem. To naprawdę fantastyczna przygoda, znaleźć się w zupełnie obcym miejscu bez znajomości języka. Kreatywność w komunikacji osiąga 300 procent normy.środa, 6 października 2010
Multilingual...
Dziś będzie o tym jak bardzo Karkent jest międzynarodowy.
Zaczęło się od tego, że we wtorek zaraz przed wyjściem po pozwolenie na pobyt, zobaczyłam w poczcie maila po niemiecku. Uradowana możliwością przećwiczenia moich szarych komórek, zakrzyknęłam:
- E. can I answer this? - mogę odpowiedzieć na to.
- Sure if you can? - Oczywiście jeżeli potrafisz.
Kto??? że ja? nie potrafię? Odpisałam. Po moim wyjściu Pan z maila zadzwonił i biedny E. musiał się produkować. Zdołał powiedzieć tylko, że Miss Izabela Szmit nie jest biurem... w sumie się zgadza...A Pan z telefonu poinformował go, że zadzwoni jutro po 10. Hay Allah! Zrobiło mi się ciepło jak to usłyszałam. Ale słowo się rzekło. Co prawda pisałam w mailu, że preferuję korespondencję niż rozmowę, ale skoro musi usłyszeć mój głos.Na kartce przygotowałam niezbędne słownictwo z zakresu prowadzenia biura i działki tekstylnej.
Jestem więc w pracy i walczę z mailami w ojczystym języku. Walczę i próbuję się porozumieć z pracownikami biura w języku tureckim. Czasem nawet czuję się jakbym walczyła ze sobą kiedy po 10 powtarzam to samo zdanie po angielsku, bo nikt nie rozumie mojej wymowy (i po co było jechać na studia do Anglii?). Aż tu nagle dzwoni mój telefon na biurku... Oczy zrobiły mi się jak 5 zł, a wszyscy odwrócili się do mnie i patrzą, a ja jak to ja pokazałam palce na siebie, pytając czy to na pewno do mnie. Kiedy podniosłam słuchawkę F. z recepcji powiedziała kto dzwoni i się rozłączyła.
- Guten Tag Herr Zoran! - a w głowie: Co ja gadam i jak to bez sensu brzmi...
- Guten Tag Frau Izabela! - to brzmi jeszcze śmieszniej...
itd. itp.
Byłoby znacznie prościej gdyby obok mnie właśnie nie toczyła się gorąca dyskusja po turecku. Przyciskając jedną ręką słuchawkę do ucha, a drugą zatykając drugie ucho, usiłowałam rozgrzać szare komórki i dogadać się z człowiekiem. Po dłuższej chwili stwierdziliśmy, że lepiej będzie jak napisze o co mu chodzi w mailu. I chwała mu za to...
Potem jeszcze telefon z Polski i kilka maili. Kilka zdań po turecku i gadanie po angielsku. Nawet nie wiedziałam kiedy dzień zleciał i kolejne herbaty. I odwiedziny w dziale księgowości po długopis. Wyobrażacie sobie jak zasuwam po schodach z wyuczonym jednym zdaniem po turecku powtarzanym jak mantrę na każdym schodku, wchodzę do pokoju, a tam wszyscy : Isabel !!! Merhaba, hał ar ju? - Aaa, yyy, hmm, co to ja chciałam, zapomniałam... Bir tane... ale czego...
W międzyczasie w biurze pojawił się klient, który odebrał telefon mojego szefa w języku francuskim. E. również mówił do niego po francusku i jak się okazało po arabsku też. Z E. komunikujemy się "po swojemu" on po rosyjsku a ja po polsku. A na koniec jest jeszcze jeden chłopak który mówi po bułgarsku. I'm loving it...
Podsumowując:
- turecki - oficjalny
- angielski - oficjalny tylko w niektórych kręgach i przy niektórych stolikach na stołówce
- polski
- rosyjski
- arabski
- francuski
- bułgarski
- niemiecki
Lepiej być nie mogło. Z tego ja poruszam się w 5 z nich...
Czy ktoś pamięta jak mówiłam, że nudzi mi się pracując w jednym języku? To już mi się przestało nudzić... Jest w sam raz...
środa, 29 września 2010
Jak ciężko pracuje się w mojej firmie...
Po pierwsze i najważniejsze...
ZASPAŁAM !!!
Tak dokładnie tak i nie inaczej... Drugą noc z rzędu przesiedziałam z E. na kanapie i przegadaliśmy parę dobrych godzin. Nie potrafię powiedzieć co zrobiłabym, gdyby go tu nie było... Kto decyduje o tym kogo spotkamy w życiu? Ten kto o tym decyduje odwalił kawał dobrej roboty w moim przypadku. Odkąd tu przyjechałam i rozesłałam wici, o tym, że mieszkam w Azji, na moją skrzynkę mailową napływają jedynie zaproszenia z różnych części Turcji i Europy. A to kuzyn G. - E. i jego świeża żona H. zaprosili mnie do Stambułu na weekendy gdybym chciała odpocząć i miło spędzić czas, argumentując, że przecież jesteśmy już rodziną, a to przyjaciel G. - A. ze swoim domem w Foca koło Izmiru, a to wspólny przyjaciel z Salford przyjeżdża zapatruje się w L. i zaprasza nas obie na długi weekend 29 - 31.10 do Adany do swojego domu.
Wracając do mojego spóźnienia... Otworzyłam oczy i zaklęłam jak zwykle szpetnym : FUCK !!! Nie pomogło... Bo o to wybiła 7.00, a ja dokładnie o tej porze muszę opuścić mieszkanie, żeby po 20 min marszu przez dzielnicę bazarową przedostać się na mój bus stop, który na mnie nie poczeka bo zatrzymuje się pośrodku ronda !!! Szybki sms do G., żeby powiadomiła kierowcę, że mnie nie będzie i że dotrę na własną rękę. Ale przecież to nie rozwiązało problemu, że muszę tam dotrzeć na własną rękę !!! E. smacznie drzemie na kanapie, a ja pomknęłam jak strzała do metra i dopiero po metrze zaczęły się schody. Bo trzeba wytłumaczyć kierowcy, że chcę wysiąść w Sanayi ici - czyli dzielnicy przemysłowej. Jeżeli tego nie powiem, to on tam nie skręci - HA HA HA !!! Powiedziałam tak jak trzeba, zrozumiałam ile ode mnie chce lirasów (1,5) i dotarłam do pracy na 8.30 nawet przed G.
Kilka minut po 9 kiedy pisałam maila do G., który przemieszcza się gdzieś z Szeszeli do Mombasy, E. - mój przełożony zaprosił mnie do swojego biurka i przedstawił rynek tekstylny w Polsce ze szczegółami. O każdej firmie po troszku i co będę robiła. Ale zanim to... to dowiedziałam się, że nie tylko FB jest zablokowany (co zauważyłam sama), ale i mój przełożony ma wgląd w mój komputer na swoim komputerze. BOSKO !!! Dowiedziałam się tego po tym jak mi powiedział ile firm znalazłam i wpisałam do bazy, nie wstając od swojego biurka. Kontrola najwyższą formą zaufania. Pozostaje mi tylko szperanie po polsku-tureckich samouczkach językowych (których sporą część prezentuję w dziale nauka języka). Ale dziś to ja raczej robiłam wszystko, żeby nie usnąć i nie wysilić zbytnio umysłu po 3 godzinach spania.
Moje pierwsze zadanie: JEST !!! JEST !!! JEST !!! Mam przygotować maila do firmy polskiej, w którym się przedstawię i poinformuję o załadunku w przyszłym tygodniu. Więc do pracy... Yyy ale jak się pisało formalnie po polsku??? Chyba trzeba zacząć : Witam, albo jakoś tak. Po jakiejś godzince wszystko gotowe łącznie z zapisaniem adresu do książki adresowej i stworzenie podpisu w Outlooku. Pięknie nawet nie trzeba wysyłać tylko powiedzieć E. żeby sprawdził. A E. zna 26 języków jak sam powiedział, a ja dodałam: czyli dokładnie tyle ile zna Google Translate... Ha ha ha !!! Wszystko ładnie pięknie, ale dlaczego ja użyłam formy "Pan", bo tak u nas trzeba jak nie znam człowieka a domyślam się, że jest starszy. Ale przecież oni go już znają... o masz... ale ja go nie znam i jak nie napiszę "Pan" to będzie baaardzo niegrzecznie i stracicie klienta. Ahaaa... Mail wysłany. To co mam teraz robić? Lunch. Super, bo przecież zaspałam = nic nie zjadłam. Wszyscy mówią ale to jedzenie niedobre, a mi się tylko uszy trzęsą i powtarzam: Lezzetli - Smaczne.
Po lunchu, rozmowa z przełożonym.
- Bo wiesz Izabel, u nas najważniejsze jest żeby odpowiedzieć szybko na maila i podać możliwie jak najwięcej informacji za pierwszym razem, żeby przewidzieć o co klient zapyta w kolejnym mailu i odpowiedzieć już w tym pierwszym, a tak poza tym to jak nie ma zamówień to nie jesteśmy zbytnio zajęci. Świetnie... Czyli pozostaje nauka języka. To ja Was teraz przećwiczę...
Najpierw kierowca musiał mi powiedzieć swój numer telefonu, żebym kolejnym razem pisała do niego. A on się uparł, że mi pokaże na wyświetlaczu... Zapomnij człowieku, wyśmiałam go i powiedziałam: Konuş! - Powiedz! Wyśpiewał cały numer a ja zapisałam ze słuchu. A teraz jeszcze powiedzcie dobrzy ludzi jak napisać: Nie czekaj - Beni bekleme. Super ! Jestem uratowana...
Zadzwoniłam do E., który czekał w mieszkaniu i szczęśliwa krzyknęłam w słuchawkę: Kardeş, beni bekle ! - Bracie poczekaj na mnie! A potem mojego najlepszego tureckiego przyjaciela (zaraz po G.) odwiozłam na autobus i jak zwykle musiałam się wzruszyć... a przecież już za miesiąc się zobaczymy.
środa, 22 września 2010
Bir kilo üzün lütfen
Dziś przyszedł czas na kolejne "sprawunki" (mam jakiś sentyment do tego słowa). Ponieważ pozwoleniem na pobyt musi zająć się ktoś z AIESEC, postanowiłam zawalczyć o telefon. Poprzedniego dnia wypytałam o wszystko co niezbędne chłopaków z mieszkania, wytłumaczyli mi co i jak. A sama rano wypisałam na kartce najpotrzebniejsze zwroty w trakcie rozmowy w sklepie. I tak w moim notesie znalazło się:
- SIM kartı telefon istiyorum - chciałabym kartę SIM
- bu kaça/ne kadar (bu kacza/ne kadar) - ile to kosztuje/ile
- bu çok pahalı (bu czok pahaly) - to bardzo drogie (to bardzo ważne zdanie w Turcji)
- bır mobil telefon istiyorum - chciałabym telefon komórkowy
- iyi pil - dobra bateria
- pil işlemıyor, ben geleceğım (pil iszlemyjor, ben geledżeym) - bateria zepsuta, ja wrócę (to też ważne zdanie)
- yeni/eski (jeni/eski) - nowy/stary
W salonie TURKCELL był młody chłopaczek, który po angielsku rozumiał. Tu nauczyłam się odróżniać wyraźnie słowa "rozumieć" a "mówić", jeżeli chodzi o języki. Więc on rozumiał i odpowiadał na moje pytania "yes", "no". Ale... i tu znów schody... potrzeba było mojego paszportu, więc wróciłam do domu po paszport i poszłam kolejny raz. Kiedy dotarłam drugi raz dogadałam się już bez problemu o co mi chodzi i zapytałam o używane telefony. Chłopaczek z zapałem otworzył witrynę i zaczął pokazywać NOKIE za ponad 100 TL. Po tym jak nasłuchałam się od chłopaków, że trzeba się targować i najlepiej kupować tam gdzie mają używane, bo można kupić nawet połowę taniej niż oferują (najniższe ceny to 65-70 TL), pomyślałam, że 120 TL to stanowczo za dużo. Po zakończeniu transakcji, udałam się na obchód malutkich sklepików z używanymi telefonami. I tu rozpoczęła się szkoła języka tureckiego...
5 sklepów i ten sam dialog:
- Iyi günler
- Bir mobil telefon istiyorum
Pan pokazuje, a Iza odpowiada:
- Bu (çok) pahalı
A pan
- Hayir, bu çok güzel...
Po przejściu całej Altıparmak:
- nie mam pojęcia jak chłopaki kupili telefon za 14 TL.
- nadal nie mam telefonu
- rozważam zarejestrowanie swojego telefonu i przełożenie karty do powrotu na Święta do Polski, a potem jak zwykle przy zmianie abonamentu skorzystanie z promocji na telefony za 1 PLN
Ale żeby nie było tak smutno, miałam też trochę przyjemności z tego dnia. Przespacerowałam się aż do Kültur Parkı, żeby wrócić do domu wąskimi uliczkami i utrwalić sobie drogę. A tam ku mojemu zdziwieniu... bazar owocowo-warzywny. Z daleka słychać już reklamodawców. Oczywiście, udałam się na bazarek. Owoce, warzywa, ryby, przyprawy, wszystko świeże i podawane do spróbowania. Głupio było mi się ujawniać i wyciągać aparat, wolałam już zapamiętać tę chwilę smakiem. Skusiłam się na moje ulubione i mamy ulubione białe winogrona bez pestek za jedyna 2TL za kilogram. Podeszłam do stoiska i powiedziałam: Bir kilo üzün lütfen, a bay zaproponował inne produkty które miał na stoisku, ale grzecznie podziękowałam i udałam się skonsumować moje cudo.
| sama słodycz... |
poniedziałek, 20 września 2010
Spacerkiem po Bursie
| Bursa Kent Meydanı z widokiem na góry |
Poniedziałek zaczął się dość leniwie. I tak od jednej czynności do drugiej... z domu wyszłam dopiero po drugim śpiewaniu muezina. Czyli o której? Po 12 a nawet bliżej 1 popołudniu. W naszej pięknej Polsze czas liczy się na pianie kura, a tu na śpiew muezina...
| Bursa Kent Meydanı z widokiem na góry |
Cel na dziś: Trafić do dwóch centrów handlowych Kent Meydanı i Zafer Plaza, a na koniec do domu... Wcale nie przesadzam. Powrót do domu albo do hotelu w Turcji wcale nie musi być taki prosty. Dlaczego?
- uliczki zazwyczaj są bardzo ciasne i wszystkie są takie same
- budynki zazwyczaj są takie same
- nazwy ulic nic nie mówią, tylko mylą, tak samo jak nazwy sklepów
Zanim wyszłam dokładnie prześledziłam google maps i nauczyłam się nazw ulic w okolicach których mieszkam:
- Altıparmak Cadde - ulica sześciu palców
- Değirmen Sokak - uliczka młyńska
i poszłam.
W trakcie mojej wyprawy zgłodniałam. Na szczęście centra handlowe wyglądają tak samo. Kent Meydanı nie różni się niczym. Sklepy, sklepy, sklepy, a na najwyższych dwóch poziomach kino, bary i restauracje; McDonald's, KFC, Burger King (u nas już zapomniany) i lokalne kebab bary. Jako miłośniczka lokalnej kuchni oczywiście wybrałam jakąś lokalną sieciówkę. Za ladą starszy i bardzo pyzaty pan, który oczywiście po angielsku mówi tylko "NO" i młodszy, który potrafił przynajmniej mnie zrozumieć i powiedzieć "Please, sit down". Zamówiłam kebab, fryteczki i oczywiście Ayran. Czym jest Ayran? Ayran (czyt. ajran) jest regionalnym przysmakiem, wydaje mi się, że regionalnym w sensie bliski wschód. Co do składu to mieszanka jogurtu i kefiru, w rezultacie mamy słony napój o konsystencji trochę gęstszej niż mleko. Wspaniale gasi pragnienie, w szczególności w połączeniu z ostrą potrawą mięsną. Można go kupić wszędzie nawet na ulicznych stoiskach z zimną wodą, w sklepach tak jak nasze jogurty.
Ciekawostka !!! Jogurt jako słowo i produkt pochodzi z Turcji - Yoğurt - teraz, ya-urt - kiedyś (kwaśne mleko).
| Szalona reporterka |
W drodze powrotnej czas na kolejną przygodę. Postanowiłam skorzystać ze sprawdzonego sposobu uczenia się języków obcych i zapisywać wszystkie nowe słówka w notesiku, a następnie w domu je tłumaczyć i powtarzać. Do tego celu potrzeba notesika i długopisika. Znalazłam sklep, który wyglądał trochę lepiej niż wszystkie inne. Przeszukałam stoisko z notesami i zeszytami, nie znajdując bir şey yok (nic) poniżej 10 TL. Hay Allah! żeby za notes wielkości A5 płacić 20 PLN! Trzeba zapyta! Kiedy zaczęłam mówić do pewnej bayan - pani, ona po prostu odwróciła się i zaczęła wołać, kogoś kto mówi po angielsku, to taki standard tutaj. Przybiegł bay - pan, który po angielsku potrafił powiedzieć, że on nie zna angielskiego... Czemu mnie to nie dziwi... Poddałam się i poszłam do kasy. A tam... notesy mniej designerskie od tego, który trzymam w dłoni za jedyne 1,5 TL - 3 PLN. Z uśmiechem oddałam bay drogi notes i dumna pokazałam mu cenę. Posmutniał biedak, ale wytłumaczył kasjerce, że ma mnie policzyć. Rachunek wyniósł 3,30 TL. Ja dałam 10 TL w banknocie, a kasjerka wydała mi do 5. Zaraz, Zaraz! Jeszcze raz! Rachunek wyniósł 3,30 TL. Ja dałam 10 TL w banknocie, a kasjerka wydała mi do 5. Hola! Hola! Mościa Panno! Trzymając dłoń wypełnioną monetami ciągle w górze, żeby nie było podejrzeń, zakrzyknęłam: Beş daha! - jeszcze pięć. Bayan była mocno zdziwiona, ale bez żadnego problemu położyła mi na dłoni banknot 5 TL.
Wróciłam do domu i zmotywowana wydarzeniami dnia, zaczęłam uzupełniać notesik słówkami, które znam i których powinnam się nauczyć w najbliższym czasie.
niedziela, 19 września 2010
Rozgadana niedziela
Niedziela upłynęła pod znakiem błogiego lenistwa. Niektórzy poszli grać w kosza, a inni (ja i L.) zostali, żeby dokończyć urządzanie.
Potem udałyśmy się na moje pierwsze zakupy w markecie... Znacie to uczucie, kiedy stoisz z produktem w ręku na środku sklepu i wszyscy się na Ciebie gapią, bo to wygląda jak modlitwa do ryżu, mleka albo pół kilograma sera... Na szczęście ludzkość wynalazła piktogramy i przeźroczyste plastikowe opakowania, Hay Allah !!!
Cóż takiego Iza mogła kupić:
- ekmek - chleb
- tereyağ (tereje) - masło
- süt (sut - trochę jak niemieckie u umplaut) - mleko
- kaşar peynir (kaszar pejnir) - ser żółty (bardzo dobry !!!)
- üzün (uzun - znów z niemiecka) - winogrona, kiść za niecałe dwa złote (te białe bez pestek - mniam)
- domates - pomidory
- şeftali (szeftali) - brzoskwinie
a teraz już z górki
- petit beurre - herbatniki
- nutella - przecież muszę mieć coś na osłodę
- nestle nesquik - słaby wybór płatków i cini minis yok (nie ma cini minis)
Popołudnie upłynęło na przemiłej dyskusji o różnicach, religiach, kulturach, polityce, obyczajach, itd. Paradoksalnie poruszyliśmy wszystkie drażliwe kwestie, których normalnie unika się jak diabeł święconej wody, jeżeli nie chce się doprowadzić do konfliktu. Okazało się też, że dość dobrze potrafimy oddzielić prawdę od stereotypu o poszczególnych kulturach.
Ostatnim punktem wieczoru było wspólne wyjście na pożegnalne spotkanie z wyjeżdżającą jutro Polką Z. W pubie spróbowałam swoich sił w komunikacji i jednym tchem rzuciłam do kelnera:
- Bir tane bira lütfen! - bir - jeden, tane - sztuka, bira - napój Bogów, lütfen - proszę
Zrozumiał !!! i nawet przyniósł co trzeba !!! Harika !!! to działa !!!
Z. z kilkoma innymi dziewczynami, które wyjeżdżają niedługo z Bursy, bo kończą praktyki, opowiedziała jak jej tu było i czego należy spróbować i za czym będzie tęsknić. Wieczór zaliczam do udanym.
Rozochocona i pewna siebie podeszłam do baru, aby zapłacić, a tu usłyszałam
- Beş lirası - 5 lirów - co oni do tego piwa dodają, że ja rozumiem co do mnie mówią...
I tak mija drugi turecki dzień...
Subskrybuj:
Posty (Atom)